Mimo, iż pogoda za oknami lubi płatać figle i co rusz przeplata trochę deszczu i trochę słońca, zasady klasycznej męskiej elegancji pozostają niezmienne. No nie do końca, bowiem ostatnie sto lat, a w szczególności mijająca dekada, przyniosły wiele ciekawych rozwiązań, które – być może – wejdą do kanonu albo zatracą się w mrokach kiczu.

Niedawno byliśmy świadkami kolejnej edycji sławnego Pitti Uomo, gdzie dandysi z całego świata prezentowali swoje kreacje; raz szokując, a raz budząc podziw. Jednak nie o Pitti będzie dzisiejszy wpis, jak mogło się Wam wydawać – ten temat omówimy przy innej okazji 😉

Dziś przedstawię Wam mój pogląd na kwestię łączenia elementów z pozoru eleganckich z tymi mniej oficjalnymi. Mowa tu o dżinsach! Tak, dziś porozmawiamy o tych klasycznych i zapisanych – chyba  na stałe w naszym życiu – spodniach, bez których niektórzy nie wyobrażają sobie życia. Bah! Dla niektórych są to jedyne spodnie, które zakładają przez wiele lat. Nie ma w tym oczywiście nic złego, bowiem jest to element garderoby bardzo uniwersalny. Rzecz jasna, trzeba tylko wiedzieć jak, kiedy i z czym je komponować, abyśmy wyglądali stylowo bez względu na okoliczności.

Oczywiście, ze względu na tematykę naszego bloga nie wyczerpię zagadnienia do końca i skupię się głównie na obuwiu, które pasuje do dżinsów i/lub innych spodni wykonanych z denimu. Nie mniej jednak nie ośmielę się pominąć takich elementów, jak koszule, krawaty, czy marynarki.

Pierwsze dżinsy zostały zaprojektowane w II p. XIX wieku przez Leviego Straussa i miały służyć amerykańskim górnikom i farmerom w ich ciężkiej, codziennej pracy. Potrzebowali oni przede wszystkim spodni trwałych i wygodnych, które mogły wytrzymać ciągły kontakt z ziemią, brudem, pyłem, otarciami, ale również nie wypaczały się podczas powtarzalnych ruchów.

Wykonane są z tkaniny bawełnianej o splocie skośnym typu denim. Do lat sześćdziesiątych wieku XX używane głównie w kręgach robotniczych. W IIp. XX wieku coraz częściej zaczęły być noszone przez młode pokolenia  wypierając klasyczne spodnie wełniane i konkurując z chinosami, które (nota bene) dziś są uznawane za nieco bardziej oficjalne od dżinsów.

Obecnie dżinsy są jednymi z najpopularniejszych spodni na świecie, a ich produkcja sięga miliarda sztuk rocznie. Noszone są przez ludzi w każdym wieku w najróżniejszych sytuacjach. Krój – rzecz jasna – uległ różnym modyfikacjom od czasów swojego oryginału, jednak nadal możemy spotkać w sklepach te najbardziej pierwotne.

Dziś przyjęło się zasadę, iż dżinsy wcale nie muszą być spodniami stricte roboczymi, a z powodzeniem mogą być łączone z marynarkami i eleganckimi butami. W zależności od przeznaczenia oraz naszej sylwetki, ubierzemy inny krój spodni. Kolor również ma wielkie znaczenie, bowiem te jaśniejsze klasyfikowane są jako te bardziej casualowe, natomiast te ciemniejsze, jako te bardziej formalne (jeśli w ogóle w przypadku dżinsów można mówić o formalności…)

W każdym razie, zasada jest prosta: jeżeli – drogi czytelniku – jesteś szczupły, możesz nosić spodnie bardziej dopasowane i przylegające do nóg. Jeżeli natomiast jesteś nieco większy i bardziej rozbudowany, lepiej wybierz model ciut luźniejszy, aby zachować harmonię pomiędzy górą i dołem Twojej sylwetki. Ważna jest również długość spodni. Najważniejsze, aby nie ciągnęły się one po ziemi i nie zamiatały kurzu oraz, aby nie gięły się zbytnio w okolicy kostek. Jedno załamanie w zupełności wystarczy. Jeżeli natomiast wybierzesz model bardziej dopasowany, spodnie powinny kończyć się w okolicach kostki i nie opierać się na butach, bowiem są po prostu zbyt wąskie, aby objąć jego cholewkę.

Jeżeli chodzi o kolor i fakturę, to sprawa również jest prosta: im ciemniejsze, tym bardziej odpowiednie i współgrające z elementami eleganckimi. Im jaśniejsze i bardziej przetarte, tym lepiej zakładać je do trampek i t-shirta. Przetarcia na wylot, zwisające kawałki materiału, poprute nici również nie są zbyt stosowne i – moim zdaniem – lepiej ich unikać.

A co z dżinsami szarymi i czarnymi? Te pierwsze uważam za dobrą alternatywę dla granatu – szczególnie na wniosę i lato. Czarne odpuściłbym z tego względu, iż ciężko dobrać do nich odpowiednie buty. Czerń jest zbyt oficjalna, a brąz nie zawsze pasuje, chociaż o tym będę szerzej pisać innym razem.

Oczywiście – nie zrozumcie mnie źle – wszelkie rady jakich tu udzielam wynikają jedynie z mojego doświadczenia i wcale nie musicie się z nimi zgadzać! To Wasze ubrania, Wasze samopoczucie i Wasza pewność siebie. Najważniejsze, abyście czuli się dobrze i pewnie w swoich ubraniach 🙂

W takim razie, co założyć do dżinsów, aby – jak brzmi tytuł artykułu – wyglądać na luzie i z klasą ?

Zacznijmy od tego, że dżins/denim jest tkaniną o wyraźnej fakturze; tak jak len, flanela, czy zgrzebna wełna. Dobierając inne elementy ubioru kierowałbym się w pierwszej kolejności właśnie ich fakturą; gładkie-gładnie; szorstkie-szorstkie. Tak jak lepiej do garnituru z czesankowej wełny pasuje gładki i śliski jedwab i nieozdobione obuwie, tak z ubiorami szorstkimi lepiej współgrają dodatki o wyraźnej strukturze: zgrzebna wełna, szorstki len, zamsz, brogsy.

Zacznijmy od koszuli. Mogą być one gładkie, kraciaste, pasiaste, czy w mikrowzór. Ważne, aby miały wyraźny splot i nie posiadały jedwabistego chwytu, który bardziej odpowiedni jest w połączeniu z oficjalnym garniturem. Świetnie sprawdza się tutaj tkanina typu oxford (luźny i otwarty splot, przeplatana naprzemiennie białą i błękitną nicią, lekko chropowata). Krata, to kolejny samograj, a w połączeniu z przypinanym kołnierzykiem jest po prostu klasyką-klasyki 🙂

Marynarka/kamizelka: tak, w tym punkcie omówię jednocześnie dwa elementy ubioru. Marynarki są z nami od dekad – podobnie jak z resztą kamizelki – jednak ostatnie kilka lat dowodzi, iż stają się one coraz bardziej popularne i zyskują sympatię wielu mężczyzn. Osobiście bardzo często noszę kamizelkę do dżinsów, gdyż jest o wiele wygodniejsza od marynarki i daje dużą swobodę ruchów tak w pracy, jak i w sytuacjach towarzyskich. Co więcej, jest lekka i daje o wiele większy komfort termiczny, a – co najważniejsze – nadal wygląda stylowo 😉 Tutaj również polecam tkaniny o wyraźnym splocie: zgrzebna wełna, len, bawełna i ich mieszanki o wyraźnym i/lub otwartym splocie. Dodatkowym atutem w przypadku marynarki będą nieco węższe rękawy, lżejsze wypełnienia ramion oraz nakładane kieszenie.

Dodatki. Krawat i dżinsy? Serio? TAK! Jak najbardziej tak 😉 Należy jednak pamiętać, aby były to krawaty sportowe tj. wykonane z tkanin nieformalnych: lniane, wełniane, bawełniane. Jeżeli chodzi o jedwabne, to najlepiej sprawdzają się te wykonane z szantungu i grenadyny. Wszelkie gładkie, śliskie oraz połyskliwe będą wyglądać zbyt elegancko w całym zestawieniu. Świetnym i bardzo uniwersalnym wyjściem są krawaty dzianinowe, tzw. Knity. Oczywiście nie zapomnijcie o poszetce w swojej brustaszy! Odpowiednio dobrana ożywi stylizację i zaciekawi naszego rozmówcę.

Teraz przejdziemy do najważniejszego punktu. Mianowicie, do butów. W kilku treściwych akapitach postaram się rozjaśnić Wam, jakie buty ubierać w akompaniamencie do dżinsów, a jakich się wystrzegać, tzw. “dos and don’ts”.

Wielu Panów (i nie tylko) uważa, że czarne obuwie jest najbardziej uniwersalne. Wbrew tej obiegowej opinii odpowiadam: NIE, nie jest. Są oczywiście wyjątki, ale o nich innym razem. Dżinsy, jak już wspominałem, są ubiorem nieformalnym (casualowym), a czarne buty są zarezerwowane dla biznesu oraz ważnych uroczystości, tj. jak gale, śluby, pogrzeby, bale lub inne wydarzenia wieczorne. Za dnia pasują jedynie do ciemnych garniturów lub zestawów klubowych, w których dominuje granat i szarość.

Zdecydowanie lepiej rozejrzeć się za butami w odcieniach brązu, mahoniu lub koniaku. Jeżeli nie przepadamy za jasnym obuwiem – Ok – możemy poprzestać na ciemnym brązie, chociaż warto dać szansę i przynajmniej przymierzyć coś jaśniejszego, co ożywi nie tylko naszą stylizację, ale również nasz wizerunek 🙂

Od lewej modele Loake: Seaham, Cannon, Chester – moje ulubione I bardzo uniwersalne obuwie mogące być połączone praktycznie ze wszystkim bez obaw, że coś pójdzie nie tak 😉

Brąz jest odcieniem ciepłym, naturalnym – kojarzy się z naturą i swobodnie komponuje się z większością innych barw. Bez przeszkód możemy go zestawiać z granatem, szarością, beżem, zielenią, a nawet z czerwienią. Już nie wspomnę o dżinsach, do których jest wręcz stworzony 🙂 Jedyny warunek: spodnie powinny być możliwie najbardziej ciemne, aby wszystko było spójne. W przeciwnym wypadku odniesiemy wrażenie, że stopy są nienaturalnie ciężkie.


Powyżej model Loake Cannon Dark Brown: klasyka klasyki – brązowe monki na skórzanej podeszwie. Absolutny must-have każdego mężczyzny lubującego niebanalny styl i włoski sznyt. Według mnie, są to buty, które są na tyle „elastyczne”, że można je zakładać do wszystkiego nie zastanawiając się, czy wypada 😉

Poniżej natomiast widzimy model Loake Buckingham w kolorze Dark Brown: ponadczasowe, ciemne brogsy o smukłej linii, lekkiej skórzanej podeszwie i wieloma zdobieniami. Z pewnością polubią się z większością denimowej garderoby w Waszej szafie 😉

Ciekawe kombinacje tworzą również z dżinsami buty koniakowe. Duży kontrast pomiędzy jasną skórą, a ciemnymi spodniami będzie z pewnością zauważony, a kiedy dżinsy posiadają jeszcze kontrastowe, żółte przeszycia, cała stylizacja sprawia wrażenie spójnej i przemyślanej. Oczywiście, jasne buty (w przeciwieństwie do ciemnych) lepiej współgrają z jaśniejszymi (nieco spranymi) dżinsami.

Powyżej model Loake Chester Tan: jeden z najstarszych modeli produkowany przez Loake do dziś. Początkowo był to tzw. country brogue przeznaczony głównie na wypady poza miasto (spacery, polowania itd.). Dziś z powodzeniem odnajduje się w miejskim środowisku wespół z dżinsami 😉

Poniżej natomiast model Loake Seaham Tan: pół-formalne pół-brogsy w kolorze jasnego koniaku na gumowej podeszwie i wąskiej ramie. Buty wręcz stworzone do codziennego użytku, kiedy pogoda jest niepewna, a my musimy być przygotowani na wszystko. Świetnie odnajdują się tak z denimem, jak i mniej formalnymi garniturami.

Odcienie mahoniowe są czymś pomiędzy ciemnymi brązami i koniakiem; są nadal dość ciemne, ale jednocześnie żywe i wpadające w oko bez zbytniej przesady. Można je śmiało łączyć z każdym kolorem dżinsów bez obaw, że coś wyjdzie nie tak jak powinno.

U góry model Loake Heston: piękne ciemno-mahoniowe brogsy, które można nosić tak casualowo, jak i z garniturem. Dzięki kombinowanej (skórzano-gumowej) podeszwie niestraszne im deszcze i śniegi, a jednocześnie nadal zachowują lekkość 100% skórzanej podeszwy 🙂

Ostatnim proponowanym przeze mnie kolorem jest burgund. Nie znajduje on zbyt wielu zwolenników, jednak jest dobrą alternatywą dla ciemnego brązu. Nadal, dość formalny i wysyła zupełnie inny sygnał do otoczenia: wiem co dobre i nie boję się nowości 🙂

U dołu model Loake Strand w klasycznym burgundowym odcieniu: pół-brogsy stworzone na znanym i lubianym kopycie Capital w tęgości F. Lekkie, szykowne, uniwersalne. Obuwie w odcieniach czerwieni z pewnością przyciągnie ciekawskie spojrzenia, a wsparte precyzyjnie wybitym medalionem pozostawi na długo w pamięci tych, którym dane było je podziwiać 😉

Jak pewnie pamiętacie, wspominałem co nieco o fakturach; że dżins jest szorstki i lubi szorstkie towarzystwo. Idealnym przykładem będzie tutaj zamsz. Buty zamszowe mają unikalny charakter i odpowiednio połączone potrafią stworzyć wspaniałą stylizację. Co więcej, o zamsz bardzo łatwo dbać i wymaga on o wiele mniej uwagi, niż gładkie skóry licowe, co czyni z niego idealny materiał a buty codzienne. Bo przecież chyba o to chodzi, aby założyć to, co jest proste, wygodne i nie przejmować się  użytkowaniem? 😉

Powyżej model Loake Perth: proste i ponadczasowe derby wykonane z brązowego zamszu i wsparte na podwójnym skórzanym kruponie podeszwowym. Dzięki nieco szerszej i zabudowanej ramie mogą być użytkowane w kapryśną pogodę od wiosny do jesieni. Jeżeli myślicie o pierwszych zamszowych butach dla siebie, model Perth będzie idealny, aby rozpocząć z nimi swoją przygodę 🙂

U dołu również zamszowe derby – model Loake Downing: klasyczne, minimalistyczne, lekkie. Idealne na lato, kiedy potrzebujemy obuwia prostego, swobodnego i pasującego do wszystkiego, co casualowe.

I jeszcze jeden model zamszowy: Loake 202DS z linii L1. Tym razem oksfordy i pełne brogsy. Skórzane podeszwy, neutralny kolor brązu, nieco szersze kopyto (3625/G). Dla tych, którzy chcą czegoś ciekawszego i mają nieco szersze stopy.

Bardzo dobrym typem obuwia, który pasuje do dżinsów, są brogsy; szerzej pisałem o nich tutaj: [http://blogloake.pl/najlepszy-model-butow-na-co-dzien/]. Brogsy, ze względu na swoje zdobienia są butami mniej formalnymi, więc idealnie sprawdzają się w stylizacjach casualowych z dżinsami, koszulą i marynarką. Są nadal eleganckie i klasyczne, jednak nie wymagają od noszącego zbyt formalnych innych elementów, tj. jedwabnych krawatów, czy śnieżnobiałych koszul. W zasadzie wystarczy do nich ubrać kraciastą koszulę, lnianą marynarkę i ewentualnie knit – there you go!– zestaw idealny na mniej zobowiązujące spotkania biznesowe, do pracy, na randkę, wypad za miasto.

Powyżej model Loake Taunton: dwutonowe longwing brogsy w typie derby. Podobnie jak model Perth, posiadają podwójną skórzaną podeszwę i szerszą ramę. Idealne dla tych, którzy pragną obuwia nieco cięższego i niebanalnego.

Tu również coś ciekawego – model Loake Funnelweb w odcieniach brązu i koniaku. Jeżeli model Taunton wydawał Wam się zbyt prosty i oczywisty, te buty z pewnością zapadną Wam w pamięć i sprawią wiele radości podczas noszenia 😉 Podwójna podeszwa, szersza rama, pełne ażurowanie cholewki, nieco wydłużone kopyto Claridge/F.

Zapytacie: a co, kiedy pogoda się popsuje? Odpowiadam: zasady są te same. Wystarczy ubrać wyższe odpowiedniki wcześniej prezentowanych butów i gotowe! Loake posiada wiele modeli botek, trzewików i sztybletów, z których z pewnością każdy wybierze coś dla siebie 🙂

Poniżej prezentujemy model Loake Burford Tan: jest to odpowiednik wcześniej wspomnianego modelu Chester. Jedyna różnica, to wyższa cholewka, która z pewnością ochroni Wasze kostki przed chłodem i wilgocią. Loake w swojej ofercie posiada również model Wolf, który jest Chesterem z futrzaną podszewką, która sprawdzi się w najcięższe mrozy i zamiecie (brr!…)


Wielu Panów szuka jednak czegoś innego – szczególnie latem – nie chce klasycznych półbutów. Fantastycznym rozwiązaniem na cieplejsze miesiące są loafersy, czyli wsuwane męskie pantofle, które nie wymagają wiązania. Są one o wiele mniej formalne niż klasyczne buty sznurowane i można je nosić z niewidocznymi skarpetami, co z pewnością będzie o wiele bardziej komfortowe podczas upałów. Tutaj możemy wybierać spośród pensówek oraz pantofli z troczkami, tzw. tassel loafers.

Poniżej model Loake Whitehall w kolorze ciemnobrązowym: uniwersalne i ponadczasowe Pennyloafers (tzw. pensówki). Lekkie, zgrabne, odkryte – idealne do noszenia z niewidocznymi skarpetami i podwiniętymi nogawkami w upalne dni. Sprawdzą się zarówno z garniturem, chinosami i dżinsami. Dzięki swej prostocie można nosić je na wiele sposobów, a dzięki skórzanej podeszwie z pewnością się nie przegrzejemy 😉

  
Inną formą lofaresów są Tassel Loafers (lofaresy z szyszkami/chwostami itd.). Obuwie analogiczne do Whitehalli, z tą różnicą, iż cholewkę zdobią troczki nadające włoskiego sznytu. Zamsz dodatkowo lepiej odprowadza pot i ciepłotę od naszych stóp, dzięki temu są wręcz stworzone do noszenia latem. A jak już pisałem: dżins lubi zamsz i vice versa 😉

Reasumując: wybierając buty do dżinsów kierujmy się trzema prostymi zasadami:

1. Brąz zamiast czerni.
2. Nie obawiajmy się zdobień i faktur.
3. Bądźmy na luzie!

Oczywiście – jak wspominałem na początku tego artykułu: To Wasze ubrania, Wasze samopoczucie i Wasza pewność siebie. Najważniejsze, abyście czuli się dobrze i pewnie w swoich ubraniach 🙂

Zapraszamy do odwiedzania naszych salonów w Warszawie, Katowicach i Poznaniu. Nasi doradcy z pewnością pomogą Wam wybrać odpowiednie buty: wygodne, stylowe i spełniające wszelkie Wasze – nawet te największe – wymagania.

Tomasz Pacałowski